Środa, 23 maja 2012r. Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty
      Finanse na Wyspach |  Londyn News |  Wielka Brytania
martink-Cheltenham
martink-Cheltenham to nowy uyżytkownik serwisu polacy.co.uk. Zobacz czy Twoi znajomi już tam są!

Dlaczego nie wracamy do Polski?

23-12-2011

Do zmiany adresu zamieszkania z brytyjskiego z powrotem na polski namawiają nas wszyscy: od premiera rządu począwszy, na członkach rodziny kończąc. Ale jak wrzucić do jednego worka tych z nas, którzy wracać nie chcą, z tymi, którzy wracać nie mogą?

Gdy kilka tygodni temu pytałem swoich rozmówców jak widzą Brytyjczyków w kontekście różnic kulturowych i niezrozumiałych zachowań, każdy z nich miał co wytknąć Wyspiarzom. Mimo to, żaden z nich nie wykazywał wielkich skłonności do powrotu. Dlaczego? Skąd taka niekonsekwencja? – mógłby ktoś spytać.
Zadając pytanie „dlaczego tu jesteś“, uderzyło mnie, że odpowiedzi moich rozmówców brzmiały bardziej jak reakcje na „dlaczego nie wracasz“. Efekt niby ten sam, jednak różnica diametralna, a diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach.

Różne losy, podobne powody

Gdy rozmawiałem wcześniej z Renatą i Bartkiem, ich lokum stanowił ciasny pokoik w polskim „flacie“; w kraju czekały dwie nastoletnie córki. Teraz spotykamy się w dużym mieszkaniu. „W moim banku przeszedłem stanowiska od samego dołu aż do kontrolera“ – wspomina Bartek. „Ale i tak zarabiałem 800 złotych. Tak się złożyło, że żona właśnie straciła etat w sklepie, więc co miałem zrobić? Drugiego dnia rzuciłem szefowej wypowiedzenie na biurko, a dwa tygodnie później byliśmy już tutaj“. 37-letni Krzysztof, prowadzący małą firmę gastronomiczną w Londynie, przyrzeka sobie, że wróci do kraju, ale jeszcze nie teraz. „Najpierw muszę się odkuć. W miesiąc straciłem wszystko, więc nie po to tu przyjechałem, żeby pracować na etat“- stwierdza.
Gdy Renata i Bartek usłyszeli, że przysługuje im całkiem spory benefit na mieszkanie, a także zasiłek wyrównawczy z Job Centre, początkowo nie chcieli wierzyć. „Nie przyjechaliśmy się tutaj prosić o zasiłki, ale skoro dają, to czemu nie brać“ – pyta  retorycznie Renata . - I do czego mamy wracać? – argumentuje Bartek. – Może nie wykonuję tutaj zbyt skomplikowanej roboty, ale przynajmniej mam pewność, że z głodu nie zginiemy. Bo trochę się dorobi tu i tam, trochę poszpera w supermarkecie na przecenach, a co nie możemy sami, to państwo dołoży, i nigdy nie będziemy pod kreską- dodaje. Renata dodaje: „Mamy we Wrocławiu 100-metrowe mieszkanie, mamy dwie babcie gotowe w każdej chwili pomóc przy dzieciach, ale co z tego? Jeśli nie ma się w Polsce pomysłu na własny biznes, to samo lokum bez pracy nie wystarczy, bo zarobione tu pieniądze szybko się przeje“.
Krzysztof marzy o własnym biznesie w „swojej“ Łodzi. Jednak jego najnowszym krokiem w tym kierunku było… zakupienie mieszkania w Londynie. – Wynajmuję trzy pokoje, w czwartym mieszkam sam. To chyba najpewniejsza metoda na dorobienie się kapitału na powrót. I nigdy już więcej nie wezmę pożyczki w Polsce – dodaje z niesmakiem.


Coraz gorzej z naszą stanowczością

Ilu z nas jest w podobnej sytuacji? Bardzo chcemy, lecz nie możemy teraz wrócić? Przecież samym patriotyzmem nie nakarmimy rodziny ani własnych ambicji. Pamiętajmy jednak – bez jasnego kalendarza swej emigracyjnej przyszłości, z roku na rok coraz ciężej będzie nam przychodziło podjęcie jakiejś stanowczej decyzji. A miesiące i lata lecą nieubłaganie. Teraz to samo zagadnienie, lecz z zupełnie innej perspektywy. 40-letnia Elżbieta tak mówi o czasach w Polsce: „Mój mąż był poważnym biznesmenem, miałam wszystko czego chciałam“. Po czym wyznaje: „ale czułam się jak zamknięta w złotej klatce“. Z angielskim na poziomie „ledwo – ledwo“, ale z wielką chęcią na nowy start w życiu, zaczynała od sprzątania. „Nie cierpię czyścić cudzych kibli, więc zawzięłam się i po miesiącu zaczęłam szukać czegokolwiek, za psi grosz, aby tylko mieć kontakt z językiem. Po trzech miesiącach wychodziłam sobie pracę w sklepie u Hindusa“.
Strategia Eli zdała egzamin. Po siedmiu latach od wyjazdu jest specjalistką od payroll. Właśnie kupiła mieszkanie pod Londynem; dokłada 19-letniej córce do czynszu za pokój przy jej college’u. „Dlaczego nadal tu jestem?“ – powtarza moje pytanie.  „A gdzie mam być? Pomiędzy tymi smutnymi twarzami mijanymi na ulicy? Tam widzę tylko zgarbione tłumy noszące siaty z zakupami i gęby spuszczone na kwintę. Zawsze po powrocie z Polski, przez tydzień chodzę przygnębiona. Sto razy wolę brytyjski sztuczny uśmiech“.

Zamiast budowania - pyskowanie

Mój wcześniejszy rozmówca, Artur, wyjechał do UK „z premedytacją“ - jak sam to określa. „Straciłem pracę i przez pierwsze miesiące utrzymywał mnie pan Kuroń, ale potem już tylko własna matka. Wstyd!“ – wspomina.
Jednak mimo wyjazdu niejako z przymusu, Artur w Anglii odnalazł się świetnie; z pewnością pomogła mu w tym zawodowa przeszłość lektora języka angielskiego, ale też i ogromna komunikatywność oraz łatwość nazwiązywania kontaktów międzyludzkich. Odpowiedź na moje pytanie jest dla niego bardzo prosta: „Po pierwsze nie mam już do czego wracać, a po drugie… przejrzałem na oczy“ – śmieje się. „Dopiero stąd widzę, że u nas wszystko robi się z musu, bo tak każe tradycja, ale nikt nie wie skąd to się wszystko wzięło i czemu ma służyć. My, zamiast budować, umiemy tylko pyskować; umiemy być zjednoczeni tylko przeciw czemuś, ale nigdy za czymś. Tu za to ceni się ludzi. Nie za pochodzenie czy poglądy, ale za rozum oraz inicjatywę. Nie zrozum mnie źle: jestem dumny ze swojego pochodzenia, ale gdy w czymś nawalę i ktoś ma tu do mnie zastrzeżenia, to nie odbieram ich jako "czepianie się Polaka" , ale czepianie się, bo nawaliłem. Dlatego nigdy nie mam problemów z tym, jak tutaj mnie traktują. Nie czuję się gorszy?“.
Ela potwierdza spostrzeżenia Artura oraz dorzuca swoje:  „Wiem, że i tutaj są przekręty, że jest łapówkarstwo, ale w cywilizowanym świecie jak się raz zbłaźnisz, to po prostu wylatujesz z obiegu. Ale nie u nas… U nas można palnąć najgorszą głupotę, a po miesiącu i tak się wraca na ekran i można udawać, że nic się nie stało i działać jakby nigdy nic. A ludzie to przełykają! No i ta polityczna religijność: zabijesz człowieka – morderca. Ale zabijesz antypatriotę – bohater. Ja z Polską nie wyrabiam“. Artur uzupełnia: „Gdy zrobisz coś dla pieniędzy – nazwą dorobkiewiczem lub krętaczem. Zrobisz coś dla idei – nazwą cudakiem“.

Wszystkim po równo? Nie tutaj!

Nasze spotkanie tak podsumowuje Ela: „Najgorsze jest u nas właśnie to, że nadal obowiązuje mentalność "wszystkim po równo". Dlatego chciałoby się wrócić, bo tam jest nasza kultura, nasi bliscy, ale póki co ja w takim kraju mieszkać nie chcę“.
Czyżby malkontenci narzekający „w dwie strony“? A może ofiary szablonowych ataków, w stylu „jak Ci się nie podoba, to…“? Notabene, ile razy już słyszeli ten argument pod swoim adresem…

Okazuje się więc, że dopiero poprzez pryzmat pobytu w innym kraju, otoczeni przez inną kulturę, możemy dowiedzieć się wiele o sobie samych jako narodzie. Dlatego, po zebraniu bagażu emigracyjnych doświadczeń, nasze powody do niewracania niekoniecznie muszą być tymi samymi powodami, dla których na te Wyspy trafiliśmy. Niby truizm, jednak dla naszych rodzin i bliskich w ojczyźnie… niekoniecznie prawda oczywista. Ile energii kosztuje nas ciągłe tłumaczenie, że żyjąc tu „jesteśmy w porządku“? Ale ta sama powściągliwość obowiązuje również nas, emigrantów, w stosunku do siebie nawzajem, o czym niejeden z nas zapomina. Może więc – zanim zaczniemy wkładać się do jednego worka – spróbujemy poszukać wzajemnego zrozumienia w parafrazie znanej piosenki: „ZOSTAĆ to nie znaczy zawsze to samo“…

                                                                          
Jacek Wąsowicz 

 

© Fortis Media Limited 2004-2012

Użytkownicy strony ilondyn.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji portalu. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@ilondyn.co.uk.

Tagi: Wielka Brytania, Polacy, pobyt stały, Jacek Wąsowicz

27-01-2012 09:21 Madzia
Ja jeszcze nie wrocilam, jestem od 2005 roku na Wyspach, w tym czasie moja najlepsza kolezanka wyemigrowala z Wysp do Hiszpani pozniej do Francji i mysli o powrocie Tu do Irlandi nie do |Polski A inne 2 pary małżenstwa jedno z 2 dzieci ,2dzy bezdzietni wrocili do PL wytrzymali pół roku i są tu spowrotem. NIe mogli się przestawić,mętalność, wykorzystywanie w pracy :-( Jedni z Warszawy ,drudzy z Wrocławia. Mieli dobrre posady ale ,,KOlezanka mi mówi konczyłam prace o 18 ale nik sie nie ruszał z kzesła żeby iść do domu do 19 ,, każdy bał się wstać pierwszy żeby iść do domu :-( straszne....
14-01-2012 19:30 aldo
też wróciłem do Polski, mam wieksze mieszkanie, drugie kupiłem na odległość przez portal, namówili mnie żebym wziął kredyt a będzie się spłacał z wynajmu - i tak się stało, teraz zarabiam na tym,, jestem szczęśliwy mam rodzinę,
a te wszystkie frustracje to na bazie małego samozadowolenia, wiem, że to nie jest proste, ale trzeba próbować,.....
aż się spełnią marzenia o normalności...

jak chcecie wiedzieć jak to zrobić - podpowiem...
10-01-2012 10:09 piotrek5
Polska widziana oczami polaka mieszkającego na wyspach jest jeszcze bardziej absurdalna, trudna, nie do życia. Polacy, którzy nigdy za granicą nie mieszkali, tkwią w Polsce i jej absurdach i też są denerwujący, bo nie wiedzą, że można żyć inaczej, domagać się swoich praw w sposób cywilizowany, że prawo jest dla ludzi i trzeba z niego korzystać.
Ludzie w Polsce są zastraszeni przez szpitale, lekarzy, urzędy, przepisy i boją się cokolwiek zrobić, narzekają na wszystko po cichu, w cztereach ścianach lub przez rodziną, ale żeby oficjalnie to nie. żyją tak jak ich rodzice za prlu. Wszystko sie załatwia za pieniądze lub po znajomości, jak się komuś coś uda załatwić, oszukać, przechytrzyć kogoś to jest zadowolony i się cieszy.
09-01-2012 18:17 Trzeźwy
do Ciapiachy:
Co obowiązuje? Ano mentalność "wszystkim po równo". To pewnie taki skrót, że taka mentalność jest normą. :-)
06-01-2012 20:50 twój nick
A ja wróciem do Polskii poki co nie zauje, to juz moja druga szansa jaka daje ojczyznie. Pierwszy raz wrocilem do kraju w 2007, ozenilem sie, kupilem dom i... lipa, bylo tak jak mowicie, wszystko jakies chore.Malzenstwo mi sie rozlecialo, bo ponoc bylem nieudacznikiem...ale jak byc udacznikiem w takim chorym kraju.Wtedy potrzeba bylo chyba cudu. Teraz jestem w Polsce od sierpnia, bo w Anglii nie wyrabialem jak slyszalem w pracy ...Foreigners...i poki co nie zaluje, jest dobrze, zarabiam 5200zl na reke, co prawda po moim malzenstwie nie ma juz sladu, a Polki dalej z wymiaru sprawiedliwosci robia sobie firme dochodowa, ale sie nie poddaje i jestem zadowolony! Chcecie informacji na bierzáco to piszcie arkady1@poczta.onet.pl Trzymajcie sie tam na Wyspach!!!Powodzenia
06-01-2012 12:35 twój nick
ja w ciagu 6 lat bylam w Polsce raz i to tylko i wylacznie ze wzgledu na bliskich , niestety smutne twarze to norma i niestety wieszkosc na ulicach. Przykre niestety , ale prawdziwe.
05-01-2012 23:30 ciepiacha
Ela stwierdziła w ostatnim akapicie,że obowiązuje....co?
05-01-2012 19:09 ena
Dobrze opisane! Również się zgadzam i pod tym podpisuję;)

Skomentuj

Zarejestruj się, aby nie wprowadzać kodów z obrazka (zarejestruj się)

Redakcja iLondyn.co.uk nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.

REKLAMA

 

Czytelnia

 

Tylko jej zawód jest jednocześnie tak gloryfikowany, a zarazem wyśmiewany. Tylko ona potrafi przekopać się przez warstwę brytyjskiego brudu do czystej powierzchni. Tylko Polka - nierzadko z dyplomem wyższej uczelni - sprząta brytyjskie bagienko obserwując różnice kulturowe pomiędzy swoimi rodakami a innymi nacjami. Jedno jest pewne: zawód cleanerki może być niewdzięczny, llecz bywa też wesoły.
Kiedy w Twoim rodzinnym domu królował alkohol i przemoc, kiedy udało Ci się z niego wyrwać i zacząć normalnie żyć, kiedy myślisz, że to koniec - to możesz się mylić. Nawet na emigracji demony przeszłości mogą mocno uderzyć Cię po kieszeni. I to wszystko w świetle obowiązującego prawa.
Według dziennika „Daily Mail” szkoły państwowe w Wielkiej Brytanii, zachęcają dzieci polskich imigrantów do przystępowania do testu GCSE w ojczystym języku, gdyż dzięki znakomitym wynikom rodaków, ich notowania rosną.
Niejedna Polka stwierdzi, że jej przygoda z inną rasą zaczęła się od „braku urodzaju" wśród Polaków. Jednak ta podróż w nieznane kończy się przeważnie gorzkim posmakiem odczucia, że nikt nikogo nie rozumie. Zostaje im tylko wspólne dziecko oraz adres. Jak z tego wybrnąć?
 << Poprzednia
Strona:  

Newsletter

Galeria

0
0
0

Polecamy

Mirosław Hermaszewski: Naprawdę byłem ponad marzeniami

Mirosław Hermaszewski: Naprawdę byłem ponad marzeniami
Rozmowa z gen. Mirosławem Hermaszewskim, jedynym polskim kosmonautą.
Więcej>>

Opel nie będzie sprzedany

Opel nie będzie sprzedany
Według opublikowanego komunikatu dyrektora generalnego General Motors, Fritza Hendersona, koncern postanowił zrestrukturyzować Opla. Odpowiedni plan ma być wkrótce przedstawiony rządom Niemiec, Wielkiej Brytanii i innych krajów – informuje portal Money.pl.
Więcej>>

Kolos z Renault

Kolos z Renault
Firma Renault rozpocznie wkrótce sprzedaż swojego "uterenowionego" modelu. Francuski wszędołaz nosił będzie nazwę Kolos, co nie oznacza jednak, że będzie przeogromny.
Więcej>>

Mazda bije rekordy!

Mazda bije rekordy!
Mazda MX-5 od momentu wypuszczenia na rynek cieszyła się wyjątkową popularnością wśród kierowców.
Więcej>>

Gran Turismo MC Corse Concept

Gran Turismo MC Corse Concept
Nowe Maserati Gran Turismo na salonie samochodowym w Paryżu.
Więcej>>

Fotoradary dla bezpieczeństwa

Fotoradary dla bezpieczeństwa
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zamierza wydać w tym roku na poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach 250 mln zł.
Więcej>>

Ryanair zmienia karty

Ryanair zmienia karty
Ryanair kpi z klientów - stwierdził John Fingleton, szef Office of Fair Trading. Rzecznik konsumentów uważa pobieranie przez taniego przewoźnika dodatkowe opłat za płatności kartą kredytową za "infantylne", czy wręcz "niemal dziecinne".
Więcej>>

Samochody przyszłości!

Samochody przyszłości!
Na rynku motoryzacyjnym pojawia się coraz więcej samochodów przyjaznych środowisku.
Więcej>>

Jacek Wszoła: Nie wróżę z kart

Jacek Wszoła: Nie wróżę z kart
O olimpijskim złocie, dopingu w sporcie, kondycji polskiej lekkoatletyki oraz o polskich szansach medalowych w Pekinie, z Jackiem Wszołą, mistrzem olimpijskim z Montrealu, rozmawia Mateusz Zakrzewski.
Więcej>>

Nie czuję się emigrantem

Nie czuję się emigrantem
Proszę mi powiedzieć czy ja jestem emigrantem, czy nazwy tej nadużywa się, aby otrzymać jakieś szczególne przywileje? Może współczucie, litość, sympatię?
Więcej>>
Open publication - Free publishing - More nespaper
Open publication - Free publishing - More news

Galeria

Kontakt     Mapa strony     Kanały RSS
Wypadek     Wypadek pracy     Zwolnienie z pracy     Wypadek praca     Wypadek samochodowy     Zaniedbania medyczne     Zatrucie pokarmowe     Wypadek na wakacjach     Wypadek w miejscu publicznym     Utrata pracy