
Grał w najlepszych polskich zespołach. Gdy rozpadł się O.N.A., reaktywował legendarną kapelę z lat 80-tych. Nowa formuła chwyciła – dziś KOMBII znów jest u szczytu popularności. Z liderem zespołu Grzegorzem Skawińskim rozmawia Tomasz Ziemba
PKO BP London Live: Festival jakiego jeszcze nie było >>
Margaretki Czerwonego i Gosi >>
Kilka miesięcy temu wydaliście nową płytę „Ślad”. Na ile różni się muzycznie od poprzednich produkcji?
Album jest utrzymany w naszym stylu, choć może niedokładnie takim, jak przed paru laty, bo cały czas się zmieniamy. Dochodzą nowe elementy muzyczne, staramy się cały czas rozwijać, aby nie tkwić w latach 80-tych. Płyta jest bardzo rytmiczna i taneczna, co nie znaczy, że nagraliśmy album dance. Po prostu jest to przyjemne, melodyjne granie.
Jak nowe piosenki przyjęli na koncertach wasi fani?
Widać wyraźnie, że lubią się przy nich bawić. Zostawiliśmy w muzyce dużo elementów z dawnego stylu, ciągle słychać klawisze i nasze prawdziwe brzmienie. Staraliśmy się nagrać jedenaście dobrych piosenek i chyba się udało. Album osiągnął już status złotej płyty, zbliża się do platyny. Czego chcieć więcej?
Byłeś zaskoczony, gdy na wasze koncerty zaczęła przychodzić młodzież, której nie było jeszcze na świecie, gdy Kombi grało pierwsze hity?
To jest coś niesamowitego. Na koncertach widać ludzi w każdym wieku. I ci dorośli, którzy słuchali nas w latach 80-tych, i nastolatkowie, co ze swoimi rodzicami śpiewają piosenki sprzed dwudziestu kilku lat. Myślę, że wyssali naszą muzykę z mlekiem matki, bo inaczej tego nie da się wytłumaczyć. Naprawdę nie spodziewaliśmy się, że przybędzie nam młodej publiczności. Może są już zmęczeni hip-hopem albo rapem i chcą posłuchać czegoś miłego dla ucha.
Wydaje się, że stare piosenki śpiewasz nieco niżej, niż w oryginalnych nagraniach.
Zgadza się. Przez osiem lat byłem tylko gitarzystą, nie śpiewałem. A wiadomo, że organ nieużywany może zaniknąć (śmiech). Gdy zapadła decyzja o reaktywacji KOMBII musiałem brać lekcje wokalu, by powrócić do formy. Uczyłem się na nowo przez pół roku i zauważyłem, że mój głos równie dobrze brzmi w niższych partiach. I nie przypomina takiego piszczenia, jak kiedyś.
Niebawem zagracie w Londynie. Z tego co wiem, masz już doświadczenie w graniu dla Polonii.
Jeszcze w latach 80. występowaliśmy w USA, Niemczech, Danii, Szwecji. Razem z O.N.A graliśmy też w Londynie w Elizabeth Hall. Wtedy nie mieszkało tam jeszcze tak wielu Polaków jak dzisiaj. Spotkania z Polonią są bardzo serdecznie, zwłaszcza czuję to za oceanem. Może w Londynie mniej się to objawia, bo ludzie ci często latają do kraju, nie czują aż tak wielkiej tęsknoty za wszystkim co polskie. Za to w Chicago czy Toronto wyczuwalna jest elektryzująca atmosfera.
Co pokażecie polskim fanom na londyńskim występie?
Chcemy, aby ten koncert był dobrze przygotowany. Przywieziemy własny sprzęt z Polski, zagramy na naszych wzmacniaczach, z pełnym oświetleniem i wizualizacjami. Dwa dni wcześniej wysyłana jest z Polski ciężarówka z dwiema tonami sprzętu. Będzie niezłe widowisko.
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony ilondyn.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji portalu. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@ilondyn.co.uk.
Tagi: Grzegorz Skawiński, O.N.A., Kombi, koncert w Londynie, Londyn
Redakcja iLondyn.co.uk nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
O kulisach zawodu boksera na Wyspach, o tym, że nie każdy nadaje się do uprawiania tego sportu oraz o przygotowaniach do kolejnej walki, rozmawiamy z Marcinem Marczakiem, walczącym w brytyjskich ringach pod pseudonimem „The Polish Express”. 26 lutego podczas 84. ceremonii wręczenia Oscarów, statuetka w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny powędrowała w ręce irańskiego reżysera Ashgara Farhadiego, za film „Rozstanie”. Chociaż od dłuższego czasu mówiło się, że zdecydowanym faworytem jest irańska produkcja, do końca mieliśmy nadzieję, że to Agnieszka Holland zostanie nagrodzona Oscarem. Ania Kubicka jest ciepłą kobietką, która roztacza pozytywną aurę wokół siebie, zarażając nią innych ludzi. Artystyczna dusza pozwala jej dostrzec w przyrodzie rzeczy, których normalny śmiertelnik nie widzi. Na co dzień pracuje jako szef kuchni w jednej z londyńskich restauracji, ale jej pasją jest robienie własnej, unikalnej biżuterii. Potrafi zrobić „coś z niczego”. Wywiad z Martą Kowalską, londyńską fotografką.
0 zł
0 zł
0 złTuż po porodzie
Porady: Systemy płac, które miałyby być uzależnione od ilości wykonanej przez nas pracy. Czy jest to rzeczywiście bardziej opłacalne?
Zły szef
Zagubieni wśród fiordów
Elektryczny sportowiec
Kolejny X
Czeska rajdówka nadchodzi!
Samozatrudnienie (self-employment)
Oddali autobus na złom
Lagonda