
Marne to pocieszenie, że Kaczyński przegrał wybory. Cieszyłbym się, gdyby nam udało się dostać do Sejmu”. Rozmowa z wielkim przegranym, wiceprzewodniczącym Samoobrony, Januszem Maksymiukiem.
Władysław Bartoszewski: Ustabilizujemy ten kraj! (wywiad) >>
Wojciech Olejniczak: Walka o abolicję (wywiad) >>
Półtora procenta poparcia to policzek od wyborców. Jak przyjął Pan porażkę?
- Nie ukrywam, że nie spodziewałem się tak złego wyniku. To nie były wybory, tylko plebiscyt pomiędzy dwiema partiami. Liczyła się Platforma i PiS, między nimi gdzieś jeszcze dogorywał LiD. Debaty telewizyjne nie były programowe – ani rolnicy, ani pielęgniarki czy ludzie z Wielkiej Brytanii nie dowiedzieli się, co ich czeka po zmianie władzy.
Ale to ludzie sami zadecydowali, kogo chcą widzieć za sterami przez najbliższe lata.
- Zapłaciliśmy cenę za romans z PiS-em. We wniosku o rozwiązanie Sejmu nie było mowy o zaniedbaniach w Ministerstwie Rolnictwa, które objęliśmy. Poseł Jacek Kurski przedstawiał je jako sukcesy rządu. Potem Jarosław Kaczyński zmienił zdanie i zaczął nas przedstawiać w gorszym świetle. Wystraszyli się nas, wypuścili za nami CBA i zaczęli szukać haków.
Jarosław Kaczyński przyznał, że każdy wicepremier w jego rządzie był śledzony i podsłuchiwany przez tajnych agentów. To wygląda jak cios poniżej pasa.
- Nie mamy do nich pretensji, że ktoś za nami chodził. Gorsze jest to, że oni wymyślali intrygi i prowokacje. Tylko czekali, aż będą mogli na nas coś znaleźć.
Domyślaliście się, że jesteście podsłuchiwani?
- Od samego początku wiedzieliśmy o tym. Rozmawiałem z kolegą przez telefon, zaprosiłem go na piwo i golonkę. Później oddzwania Lepper i pyta, czy nam smakowało. Okazało się, że zadzwonił u niego telefon i słyszał, jak się umawiam ze znajomym. Sprawdziliśmy wszystkie połączenia – nie było mowy, aby któryś z nas przypadkowo wybrał numer. Inna sprawa to poufne rozmowy, o których nikt obcy nie mógł wiedzieć. Po kilku dniach już o nich czytałem w prasie. Pisaliśmy pisma do ABW z prośbą o wyjaśnienie. Oczywiście odpowiadali, że nikt nas nie inwigiluje.
Cieszy się Pan, że PiS przegrał wybory?
- Cieszyłbym się, gdyby przy okazji udało nam się wejść do Sejmu. A tak to marne pocieszenie. Wiem, że PiS i tak nie realizowałby naszego programu, nie spodziewam się też, by PO to zrobiła.
Mam wrażenie, że Sejm będzie bez Samoobrony nudny.
- Myślę, że w naszej polityce jeszcze będzie wesoło. W poprzednich Sejmach też nas nie było, a nie narzekaliśmy na brak rozrywki. Czekamy teraz na to, co powie Donald Tusk. Niech pokaże te podwyżki w służbie zdrowia, niech ściągnie ludzi zza granicy. Chciałbym, aby wreszcie ci ludzie wrócili, ale na ładny garnitur Tuska nie polecą.
Przez ostatnie miesiące czuliście na plecach oddech prokuratorów. Odetchnęliście z ulgą, że PiS stracił władzę?
- Nie sądzę, by wiele się zmieniło, choć Tusk zapewne nie będzie działał tak nachalnie, jak poprzednia władza. Angażowali prokuraturę, bo bali się Andrzeja Leppera. Nikt nie jest zainteresowany, by rósł w siłę. Stąd się wzięły te wszystkie seksafery, aby nas wreszcie wykończyć.
Wygląda na to, że Andrzej Lepper wywinął się od aresztowania.
- Tu chodzi o minimum sprawiedliwości. Gdyby były zarzuty, cofnęlibyśmy mu immunitet, to jest przecież chwila. Sam głosowałem za cofnięciem immunitetu koledze Stanisławowi Łyżwińskiemu, bo uważałem, że to sąd powinien orzec o winie. Ale nie poparłem wniosku o areszt.
Ma Pan kontakt z kolegą za kratkami?
- Nie wiem co u niego słychać. Nawet nie mam pojęcia, czy jego żona dostała widzenia. Mam wyrobione zdanie na ten temat – to jest areszt wydobywczy. Siedzi tam, aby zaczął obciążać przewodniczącego Leppera.
Co będzie robić Samoobrona przez najbliższe cztery lata? Wracacie na barykady?
- Będziemy opozycją pozaparlamentarną. Jest dużo metod protestowania zgodnych z prawem. Jeśli rząd nie będzie łamać prawa i odpowiadać na pisma i protesty w terminie, nie powinno być problemów.
Oficjalnie jest Pan bankrutem. Za co teraz będzie Pan żyć?
- Prowadziłem spółkę cywilną i nie mogłem ogłosić upadłości. Odpowiadam własnym majątkiem, wszedł na niego komornik. W Sejmie nie brałem uposażenia, żyłem tylko z diet – około 2 tysięcy złotych miesięcznie. Nie wiem, czym się zajmę - może zacznę pracę w gospodarstwie mojej córki? Jeszcze zobaczę.
Przyjaźń z Sandrą Lewandowską nadal będzie kwitła?
- Jutro się z nią zobaczę na posiedzeniu klubu. Nie będziemy już razem pracowali, ale może uda się nam widywać kilka razy w miesiącu.
Zobaczymy jeszcze kiedyś pikantne zdjęcia z wakacji?
- To była rozdmuchana sensacja. Nie zrobił ich żaden paparazzi, tylko jeden z wczasowiczów z naszego hotelu. Wiedziałem, że sprzeda je gazetom. Nawet śmiałem się, aby poczekał kilka dni, aż się trochę opalę. Potem prasa huczała od plotek, że przyłapano nas na plaży nudystów. To była zwykła plaża, tyle że Sandra chodziła topless. Nakład gazet rozszedł się już o 11 rano (śmiech).
Mimo wszystko uważam, że w Sejmie będzie bez was smutno.
Tomasz Ziemba
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony ilondyn.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji portalu. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@ilondyn.co.uk.
Tagi: Janusz Maksyminuk, Samoobrona, PiS, Sandra Lewandowska, areszt, Lepper
Redakcja iLondyn.co.uk nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
O kulisach zawodu boksera na Wyspach, o tym, że nie każdy nadaje się do uprawiania tego sportu oraz o przygotowaniach do kolejnej walki, rozmawiamy z Marcinem Marczakiem, walczącym w brytyjskich ringach pod pseudonimem „The Polish Express”. 26 lutego podczas 84. ceremonii wręczenia Oscarów, statuetka w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny powędrowała w ręce irańskiego reżysera Ashgara Farhadiego, za film „Rozstanie”. Chociaż od dłuższego czasu mówiło się, że zdecydowanym faworytem jest irańska produkcja, do końca mieliśmy nadzieję, że to Agnieszka Holland zostanie nagrodzona Oscarem. Ania Kubicka jest ciepłą kobietką, która roztacza pozytywną aurę wokół siebie, zarażając nią innych ludzi. Artystyczna dusza pozwala jej dostrzec w przyrodzie rzeczy, których normalny śmiertelnik nie widzi. Na co dzień pracuje jako szef kuchni w jednej z londyńskich restauracji, ale jej pasją jest robienie własnej, unikalnej biżuterii. Potrafi zrobić „coś z niczego”. Wywiad z Martą Kowalską, londyńską fotografką.
0 zł
0 zł
0 złWałęsa: To za duże na ich móżdżki
Renault wyrusza na wojnę
Jedzenie – nowy terror światowy
Kącik rodzica: Alimenty w UK
Budka Suflera nie zagra z Lady Gaga
Nietypowa randka
Wyemigrować, czy nie?
"W ciemności" - historia, która porusza ludzkie serca
Pass Plus dla kierowców
313 KM!, a pali mniej niż „maluch”