
Nie wiem jak Ty, Drogi Czytelniku, ale ja przeadam za plackami. Nigdy przeto nie rozumiałem tej nuty sarkazmu w powszechnie używanym porzekadle „Masz, babo, placek!”.
Stwierdza ono rzekome kłopoty, oznajmia, że stało się coś złego, ale co aż tak złego jest – zachodziłem w głowę – w posiadaniu smaczniutkiego placuszka?
Zachodziłem i zachodziłem, aż przyjechałem na Wyspy. Dopiero tu pojąłem o co chodzi z tym plackiem, jak i również poznałem uniwersalność owej sentencji: oto bowiem przysłowiowego „placka” Wyspiarze swobodnie wymieniają na „wnuka”, nie zmieniając przy tym sensu wypowiedzi. Bo dla brytyjskiej babci, wnuk jest jak placek smażony na zjełczałym maśle i ucierany na zbukach – innymi słowy: jest niechciany. Dość, że piszę to u progu Dnia Babci, które w brytyjskim kalendarzu praktycznie nie istnieje. A nie istnieje, bo jak ma istnieć, skoro tutejsza grandmother z faktu bycia nią nie wywiązuje się należycie? Powiem więcej – ona to sobie lekceważy! Bo cóż by zaszkodziło takiej starej wyjadaczce, gdyby pomogła szeregowej matce (a swej córce) w jej ciężkiej służbie? Ale nie – ta wybiera dezercję i woli albo rozbijać się z dziadkiem po Teneryfach, albo zapisać na lekcje baletu lub komputera, a tylko zaproponuj takiej pobawienie wnuka, to zaraz wyjeżdża ze swym reumatyzmem! W ogóle, brytyjska babcia jest jakaś dzika: za normę uważa darmową pracę w jakimś “czariciaku” (co niby nazywa udzielaniem się charytatywnie, ale wiadomo, że chodzi o ploteczki), ale nie do pomyślenia jest dla niej pomóc tam, gdzie jest potrzebna najbardziej. Do tego gra to to w golfa albo nawet takim Golfem jeździ i generalnie jedzie na babcinym, egoistycznym luzie, a w tym czasie – cóż za wstyd! – zharowane dzieci bawią jej wnuki! Toż to Wyrodna Babcia! Na szczęście, nie ma to jak jej polski odpowiednik, po iście żołniersku rozumiejący swoją służbę. Ledwo takiej emerytury starcza, ledwo powłóczy nogami, ale jak nie pomóc rodzonej córce i synowi? Nie kombinuje więc taka ani z reumatyzmem, ani z Teneryfą; zresztą po kiego czorta jej jakieś Teneryfy, skoro i tak ledwo widzi na oczy? Na komputerze się nie zna, balet to dziwadło, skoro więc ma czas, to może czasem posiedzieć z wnusią, no nie? Pewnie dlatego, zazwyczaj zdyscyplinowana polska babcia może liczyć na taryfę ulgową gdy wnusia przyjdzie z nowiną: “A babcia dała mi cukierka, ale kazała nic nie mówić”. Co zaś się tyczy babć mających wnuki na emigracji, to zaproszenie do Zjednoczonego Królestwa jest dla takiej iście królewską gratką: nakarmią, dadzą dach i nawet pracować nie każą; w zamian „tylko” poproszą o bycie baby-sitterką na full time, podczas gdy oni oddadzą się trzepaniu funtów. Przecież niania tyle tu kosztuje…! Jednak spotykamy coraz częściej polskie babcie-buntowniczki, które chcą żyć swoim życiem i nie w smak im siedzieć z „cudzymi” dziećmi, bo „tak wypada”. Pytanie tylko, czy wtedy taką babcię okrzykniemy wyrodną babką? Na dwoje babka wróżyła.
Jacek Wąsowicz
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony ilondyn.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji portalu. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@ilondyn.co.uk.
Tagi: kij w mrowisko, felieton, Polacy, Jacek Wąsowicz
Redakcja iLondyn.co.uk nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
Nieuchronnie zbliżamy się do momentu odkręcenia kurka z gazem i zapalenia znicza obwieszczającego światu, że igrzyska w Londynie czas zacząć. Jej Wysokość Elżbieta II wygłosi stosowną formułkę i zaczną się emocje. Chodzi oczywiście o adrenalinę związaną z rywalizacją o medale, bo niemałe emocje towarzyszą, i to od dłuższego czasu, przygotowaniom do kolejnego wielkiego święta sportu w skali makro! Cysio miał ciężki dzień: w robocie szef się czepiał, randka z Agatą nie wypaliła (mówiła, że zajęta, ale Cysio wiedział swoje), więc co miał Cysio innego do roboty, jak nie zalec przez telewizorem? Wyłożył się Cysio wygodnie na zwieńczającym tapczan kocyku, włączył pierwszy lepszy kanał, a tam łał! Światła, flesze, laski nago latają, a wszystko w stereo i w kolorze – jak więc nie oglądać!? Ja to chyba już nigdy nie znormalnieję. Powoli zaczynam powątpiewać w powodzenie tego procesu. Wszyscy na około starają się wmawiać mi, że z wiekiem obok doświadczenia człowiek nabawia się rozumu, ale po sobie nic podobnego nie jestem w stanie zdiagnozować. Może jestem odporny na wiedzę? Może jednak należę do tych pięciu procent populacji skażonych tzw. defektem Einhorne’a? To, że naród naszych gospodarzy ma fioła na punkcie swej monarchii, potwierdzą chyba wszyscy imigranci. Dla nas ich zachowanie jest tyle niepojęte, co niemądre. Mija już rok od wydarzenia, kiedy to patriotyczne uniesienie Wyspiarzy sięgnęło zenitu.
0 zł
0 zł
0 złKoniec Supr Aguri
Niech każdy zajmie się swoim życiem
Polski superwóz
Praca w Wielkiej Brytanii: benefity i praca
Najnowsze Evo GSR GT 350
Kącik rodzica: Szczepienia w Wielkiej Brytanii
Dawne pole walki
Pomoc prawna (cz. 1)
Najseksowniejsze auta dla pań
Ibiza już nie tak gorąca