
Rutyna wielokrotnie staje na drodze przejawom rozwoju. Zostało to zdiagnozowane już tak dawno, że wdawanie się w jakąkolwiek polemikę traci sens, a powtarzanie do znudzenia trąci godnym unikania truizmem. Czasami miotają mną rozterki, czy tematy, które biorę na żer przy opracowywaniu kolejnych felietonów, to aby na pewno mają prawo znajdować miejsca na łamach zabukowanych na SPORT?
To, co się dzieje wokół tzw. sportowych aren często wykracza już poza wszystko co słowo na „S” zwykło definiować. Zatem może w dziale z etykietką BIZNES byłoby bardziej na miejscu. Chociaż z uwagi na styl życia bożyszcz wspomnianych aren dobre miejsce wydaje się być w dziale SOCJOLOGIA, a nawet… PATOLOGIA. Niestety. W każdym razie reporterzy plączący się po miejscach, gdzie uprawia się sport, dziś w swoich relacjach coraz częściej zamiast cytować liczby odzwierciedlające minuty, sekundy, ich ułamki, czy metry, centymetry, milimetry, muszą wymieniać kwoty w dowolnych co prawda walutach, ale za to w astronomicznych kwotach.
Zresztą to nie mój problem. Niech szefowa kombinuje, gdzie wrzucić tekst, który ze sportem łączą jedynie nazwiska podsuwające natrętnie sportowe konotacje.
Kochane córuchny Berniego
Na początek coś z mojej „ukochanej” Formuły 1, ale hola, hola, nie będzie słowa o jakimś tam Vettelu, Hamiltonie, czy innym Schumacherze. Za to o moim pupilu Bernie Ecclestone. To jest łebski jegomość. Tak wypromować cykl imprez, że zrobiła się z tego trudna do zatrzymania maszynka do robienia pieniędzy. Dodać wypada dużych pieniędzy.
Niedawno media doniosły jak z zarobionymi przez Berniego pieniędzmi obeszły się jego pociechy płci żeńskiej. Otóż 27 letnia Tamara oraz o pięć lat młodsza Petra potrzebowały kilkunastu zaledwie lat, by roztrwonić… trzy i pół miliarda euro! W roku 1997 szef Formuły 1 założył „Bambino Holding” (przy okazji wyrazy uznania za pomysł na tak infantylną nazwę?!), czemu towarzyszyło przepisanie na byłą połowicę Slavicę Radic (29 cm wyższa od Berniego) i wspomniane córuchny kwoty 3,5 mld euro.
- Chciałem, by zainwestowały w swoje przyszłe domy i zadbały o byt w przyszłości. Niestety, nie zrobiły tego. Moje córki miały swobodny dostęp do pieniędzy i roztrwoniły je – żali się po czasie papcio Bernie. Panienki nabyły sobie miedzy innymi knajpę, dawały zarobić producentom drogich aut, że o wytwórcach markowych ciuchów nie wspomnę.
Swoją drogą, to ciekawe, czy kierowcy „jedynki” zdają sobie sprawę, że pociechy ich szefa miały dzięki nim sporo uciechy podczas buszowania miedzy regałami? Dla mnie to swoisty fenomen, że tak kosmiczne zainteresowanie i takaż kasa towarzyszy cyklowi wyścigów, w których ścigania się jest tyle, co trucizny w zapałce - jakby to trafnie zamknął w kilku słowach nasz poczciwy Wokulski.
Drogi drink Rooney’a
Chluba brytyjskiego futbolu, niejaki Wayne Rooney, pewnego wieczoru w asyście swojej tzw. lepszej połowy o imieniu Coleen, a także kumpli z drużyny Manchesteru United był łaskaw udać się do nocnego klubu. Tam oczywiście mleko nie jest dostępne, zatem musiał zadowolić się drinkami. Tym sposobem pogwałcił reguły zapisane w jego kontrakcie, a przywiązujące go do klubu z Old Trafford. Wymierzono mu karę w wysokości ćwierć miliona funtów, czyli coś około 1,33 miliona w złotówkach. Problem zasadza się jednak w innym miejscu. To zaledwie jedna tygodniówka, jaką surowy klub wypłaca Rooney’owi…
Ludzkie panisko
Skoro było o gwiazdce z Manchesteru United, to fani rywala zza miedzy, czyli Manchesteru City, nie mogą poczuć się zlekceważeni. Żadne takie. Otóż as „The Citizens” – Mario Balotelli dosyć często trafi na łamy prasy. Z reguły dzięki zdobywanym przez siebie bramkom, których na swym koncie w tegorocznej edycji Premier League ma już całkiem sporo, bo osiem. Jedną też zaszedł za skórę trenerowi Smudzie w skutek meczu Polska – Włochy.
Krwiożercze wyspiarski tabloidy rzuciły się na Mario po tym, jak w jednym z pubów uregulował rachunek za wszystkich gości w kwocie aż tysiąca funtów, a następnie za sprawą datku na miejscowy kościół. W tym wypadku jego swoją hojność oszacował na kwotę całych dwustu (cyframi: 200) funtów. Prawda, że hojne panisko!
Na zakończenie, namolnie ciśnie się jeden drobny cytat z Jaroslawa Haska, konkretnie bohatera jego nieśmiertelnej powieści, czyli niejakiego Szwejka: Człowiek myśli, że jest gigantem, a jest gówniarzem, kolego”. Hm, nic dodać – nic ująć. Dziś Szwejk mógłby z powodzeniem zarządzać chociażby cyrkiem Formuły 1. Co istotne - nie miał córek!
Jerzy Kraśnicki
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony ilondyn.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji portalu. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@ilondyn.co.uk.
Tagi: felieton, sport, Jerzy Kraśnicki
Redakcja iLondyn.co.uk nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
Nieuchronnie zbliżamy się do momentu odkręcenia kurka z gazem i zapalenia znicza obwieszczającego światu, że igrzyska w Londynie czas zacząć. Jej Wysokość Elżbieta II wygłosi stosowną formułkę i zaczną się emocje. Chodzi oczywiście o adrenalinę związaną z rywalizacją o medale, bo niemałe emocje towarzyszą, i to od dłuższego czasu, przygotowaniom do kolejnego wielkiego święta sportu w skali makro! Cysio miał ciężki dzień: w robocie szef się czepiał, randka z Agatą nie wypaliła (mówiła, że zajęta, ale Cysio wiedział swoje), więc co miał Cysio innego do roboty, jak nie zalec przez telewizorem? Wyłożył się Cysio wygodnie na zwieńczającym tapczan kocyku, włączył pierwszy lepszy kanał, a tam łał! Światła, flesze, laski nago latają, a wszystko w stereo i w kolorze – jak więc nie oglądać!? Ja to chyba już nigdy nie znormalnieję. Powoli zaczynam powątpiewać w powodzenie tego procesu. Wszyscy na około starają się wmawiać mi, że z wiekiem obok doświadczenia człowiek nabawia się rozumu, ale po sobie nic podobnego nie jestem w stanie zdiagnozować. Może jestem odporny na wiedzę? Może jednak należę do tych pięciu procent populacji skażonych tzw. defektem Einhorne’a? To, że naród naszych gospodarzy ma fioła na punkcie swej monarchii, potwierdzą chyba wszyscy imigranci. Dla nas ich zachowanie jest tyle niepojęte, co niemądre. Mija już rok od wydarzenia, kiedy to patriotyczne uniesienie Wyspiarzy sięgnęło zenitu.
0 zł
0 zł
0 złSposób na sukces: szampan i karty lojalnościowe
Jakie imię dla dziecka
Child Benefit a wyjazd do Polski
Porady: Jak zamontować alarm przeciwpożarowy w domu?
Strzeż swojej karty
Ból narodzin
Mała mazda, córka rewolucji
To różnica: umierać w łóżku lub ginąć jak zwierzę
NówKa od Forda
Nysa dobra na wszystko