
Z Kevinem Aistonem, najsłynniejszym polskim strażakiem, gwiazdą programu „Europa da się lubić” rozmawia Janusz Młynarski.
Mirosław Hermaszewski: byłem ponad marzeniami (wywiad) >>
Wiem, że masz dosyć wywiadów i ciągle tych samych pytań...
- Pytaj.
Podobno polscy telewidzowie nie będą już mieli okazji obejrzeć ciebie w programie „Europa da się lubić”.
- Nie tylko mnie. W najbliższą sobotę zostanie wyemitowany ostatni odcinek „Europy” i prawdę mówiąc dziwi mnie decyzja prezesa Urbańskiego, że położył kres programowi, który co sobotę gromadził przed telewizorami cztery miliony widzów.
Będziesz miał teraz więcej czasu na pisanie książek, tak jak twój kolega z „Europy” Stefan Moeller, którego książka o Polsce i Polakach stała się prawdziwym bestselerem w Niemczech.
- O przepraszam, ja już napisałem ich kilka: książkę kucharską, kalendarze, podręcznik „Angielski z Kevinem”. Napisałem kolejną, też do nauki angielskiego, ale szukam odpowiedniego wydawcy. Jak sądzę, udało mi się w niej wytłumaczyć przystępnie, to z czym Polacy mają problem w gramatyce angielskiej, czyli głównie z czasami. Dużo czasu spędziłem na szukaniu podobieństw oraz gramatyce obu języków i stwierdziłem, że w polskim jest tyle samo czasów co w angielskim i wszystko działa na tych samych zasadach.
A nie masz zamiaru pisać o Polakach?
- Nie, bo nie czuję się autorytetem, choć przyznaję, że często bywam proszony przez dziennikarzy o skomentowanie tego czy innego wydarzenia lub sytuacji.
W Polsce jesteś bardzo popularny, ludzie zaczepiają cię na ulicach, a tu Kevin anonim.
- Wcale nie anonim. Występowałem wielokrotnie w brytyjskiej telewizji i moi rodacy rozpoznają mnie na londyńskich ulicach.
Znów zapewne zazgrzytasz zębami, bo zamierzam zadać kolejne pytanie...
- ...które zadawano mi tysiące razy i na które tysiące razy odpowiadałem? OK. Jak znalazłem się w Polsce i dlaczego tam zostałem? To wszystko dzięki panu Kazimierzowi, mojemu znajomemu z pracy. Kiedy jeszcze mieszkałem w Londynie, pracowałem w zakładach chemicznych na Chiswick, bo z wykształcenia jestem chemikiem. Tam poznałem pana Kazimierza, który był taką „złotą rączką”. Wiedziałem, że jest Polakiem, ale nic mi to nie mówiło, bo przeciętnemu Anglikowi, w tym również i mnie, Polska kojarzyła się z Rosją. Pytaliśmy go, w której części Rosji leży ta Polska, a on się złościł i krzyczał na nas: - Ja wam dam Rosję! Sądziłem, że to jakaś prowincja tego wielkiego kraju. Kazimierza oburzała ta ignorancja, dlatego dużo mi opowiadał o swoim kraju, o jego historii, ludziach. Było to tak zajmujące, że zaczęła we mnie kiełkować myśl o odwiedzeniu Polski. Akurat zbliżał się czas urlopu. Przyszedł do mnie Kazimierz i wręczył mi jakieś klucze. Miał mieszkanie w Pruszkowie pod Warszawą i te klucze były właśnie od tego mieszkania. Zaproponował mi, żebym spędził tam swój urlop. Nie zastanawiałem się ani minuty, wziąłem klucze i pojechałem na sześć dni do Polski. To był czas kiedy z Dworca Zachodniego wyjeżdżały eszelony z żołnierzami radzieckimi opuszczającymi swoje polskie bazy. Czas, w którym otwierano McDonalda, pierwszego w Polsce, w Warszawie na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej - wydarzenie pamiętne, bo takich kolejek w życiu nie widziałem. No i ceny, pamiętam, że np. piwo „Królewskie”, pod browarem na Grzybowskiej, kosztowało 11 tysięcy złotych. Milicja Obywatelska przekształcała się w Policję. Prezydentem był Lech Wałęsa, a premierem Hanna Suchocka. Kiedy wróciłem do Anglii, coraz częściej łapałem się na tym, że Polska i Polacy to kraj, w którym chciałbym zamieszkać, że odpowiada mi mentalność tego narodu i ten kraj w ogóle. Pewnego dnia przyszedłem do swojego szefa i powiedziałem, że wyjeżdżam do Polski na stałe. A on wykrzyknął: „Boże, co ty tam będziesz robił w tej Azji!”. Sprzedałem cały swój majątek i wyruszyłem w podróż z biletem w jedną stronę.
Kiedy już znalazłeś się w Polsce, pierwsze co zrobiłeś to...
- ...udałem się do tego samego pubu, w którym bywałem podczas pierwszego pobytu. Nic się nie zmieniło, ludzie też siedzieli ci sami. Ucieszyli się z mojego przybycia, jeden z nich zaoferował mi pokój u siebie. Za darmo. A ja - jak się okazało później - miałem przy sobie mnóstwo kasy, bo te funty, które uzyskałem ze sprzedaży majątku były warte dwa miliardy złotych. Krzysiek nie chciał ode mnie brać pieniędzy za mieszkanie, więc dokładałem się do jedzenia. Po pięciu miesiącach przeprowadziłem się na Żoliborz do innego kolegi, któremu już płaciłem. Były to pieniądze bardzo symboliczne.
Do pracy się raczej nie kwapiłeś?
- Kwapiłem się, ale jako cudzoziemiec musiałbym przejść całą tę biurokrację. Koledzy załatwili mi pracę na czarno, w tej firmie, w której pracowali. Dzięki temu chyba wszystkie fabryki przy Łopuszańskiej są okablowane przeze mnie. Później dawałem lekcje angielskiego, prowadziłem biuro tłumaczeń z moim amerykańskim przyjacielem - sprzedaliśmy je później Szkotowi.
Jak do tej pory nic nie wspomniałeś o straży pożarnej.
- Równolegle starałem się o pracę w straży, ale powiedziano mi, że muszę dobrze opanować język polski. Opanowałem i udało mi się. Jestem polskim strażakiem i polską twarzą w brytyjskiej kampanii „Fire kills” - propagującej czujniki przeciwpożarowe.
Utrzymujesz jakieś towarzyskie kontakty z uczestnikami programu „Europa da się lubić”?
- Tylko ze Stefenem Moelerem. Jesteśmy serdecznymi przyjaciółmi. Właśnie niebawem odwiedzę go w Berlinie, gdzie się przeprowadził, bo nie wiem czy wiesz, że wyjechał już z Polski na stałe. Stefen to prawdziwy przyjaciel, na którego mogę liczyć, on zresztą na mnie też. No, jeszcze z Elą Dudą się spotykam, jak przyjeżdża do Polski.
Nie zamierzasz pójść w ślady Stefena?
- O nie, ja w Polsce czuję się świetnie, buduję przecież dom w Radzyminie.
Janusz Młynarski
j.mlynarski@polishexpress.co.uk
© Fortis Media Limited 2004-2012
Użytkownicy strony ilondyn.co.uk nie mogą wykorzystywać tekstów do celów komercyjnych bez wiedzy i pozwolenia Redakcji portalu. Kopiowanie, redagowanie i wykorzystywanie w innych celach publikowanych tu tekstów wymaga indywidualnej zgody Redakcji. Kontakt do redakcji: internet@ilondyn.co.uk.
Tagi: Kevin Aiston, wywiad
Redakcja iLondyn.co.uk nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy zamieszczonych przez internautów. Należą one do osób, które je zamieściły.
Dodając komentarz akceptujesz nasz regulamin.
O kulisach zawodu boksera na Wyspach, o tym, że nie każdy nadaje się do uprawiania tego sportu oraz o przygotowaniach do kolejnej walki, rozmawiamy z Marcinem Marczakiem, walczącym w brytyjskich ringach pod pseudonimem „The Polish Express”. 26 lutego podczas 84. ceremonii wręczenia Oscarów, statuetka w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny powędrowała w ręce irańskiego reżysera Ashgara Farhadiego, za film „Rozstanie”. Chociaż od dłuższego czasu mówiło się, że zdecydowanym faworytem jest irańska produkcja, do końca mieliśmy nadzieję, że to Agnieszka Holland zostanie nagrodzona Oscarem. Ania Kubicka jest ciepłą kobietką, która roztacza pozytywną aurę wokół siebie, zarażając nią innych ludzi. Artystyczna dusza pozwala jej dostrzec w przyrodzie rzeczy, których normalny śmiertelnik nie widzi. Na co dzień pracuje jako szef kuchni w jednej z londyńskich restauracji, ale jej pasją jest robienie własnej, unikalnej biżuterii. Potrafi zrobić „coś z niczego”. Wywiad z Martą Kowalską, londyńską fotografką.
0 zł
0 zł
0 złJak oni znaleźli staż...
BMW na biopaliwo
Kto pierwszy? - przywitanie
By przypodobać się ekologom!
Szkoła trzymania się razem
Słowniczek: godziny pracy w UK
460 koni w słonecznej Californii
Barcelona jest czarująca jak kobieta
Dwusetne urodziny francuskiego lwa
Mercedes coraz bezpieczniejszy!